9. Tylko rok w Staszicu, przyjaźnie na całe życie

Chyba najlepiej społeczność Staszica można opisać właśnie tym, że choć w I LO ukończyłem tylko pierwszą klasę, Pan Dyrektor zapytał mnie, czy chciałbym napisać parę zdań o swoich przeżyciach w szkole. Strasznie mi miło z tego powodu.

Po pierwszej klasie w moim życiu pojawiła się szansa na wyjazd do Stanów Zjednoczonych na stypendium koszykarskie. Gdy powiedziałem o tym swoim znajomym i nauczycielom, nie spotkałem się z krzywymi spojrzeniami, pytaniami „po co?” ani przekonywaniem, że jeśli wyjadę, mój świat się zawali. Wręcz przeciwnie – reakcja społeczności tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, jak świetnych ludzi mam dookoła. Dostałem wiele ciepłych słów wsparcia i życiowych rad, które mogły mi się przydać przed tak dużą zmianą.

Jednak najmilej zapamiętam reakcję mojego wychowawcy – Sora Kruka, który bez wahania powiedział mi, że drzwi do klasy zawsze będą dla mnie otwarte, niezależnie od tego, co czeka mnie za oceanem. Zawsze mogę zajrzeć do starej szkoły czy posiedzieć na wigilii klasowej, jakby nic się nie zmieniło. Strasznie to doceniam.

Nawet nie wiem, od czego zacząć, bo choć spędziłem w Staszicu zaledwie rok, zawsze miałem poczucie, że wykorzystałem go absolutnie w pełni. Godziny spędzone z sorem Michniowskim w radiu, przerwy na patio, wszystkie Licealiady Sportowe – zarówno te, w których coś znaczyłem, jak i te, na których byłem absolutną doczepką. Wymiana do deszczowego i zimnego, ale na swój urokliwy sposób wyjątkowego Devon w środku roku, a na jego zakończenie – cztery stolice. Po drodze staszicowe symulacje ONZ, niezliczone godziny spędzone na graniu w Fifę na dole, choć dzwonek dawno już zadzwonił, i darmowa kawa od przemiłej pani w sklepiku.

Ale cóż znaczyłoby dla mnie wspominanie tej krótkiej, choć intensywnej przygody, gdyby nie jej najważniejszy element – ludzie, których poznałem? Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że gdy ktoś pyta mnie, gdzie chodziłem do liceum w Polsce, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to przyjaźnie na całe życie.

Mógłbym wymienić całe listy osób, które są mi bliskie, ale skupię się na dwóch – Świdrze i Zającu. Od trzech lat, choć w większości na odległość, tworzymy trójkę najlepszych przyjaciół. Naprawdę mam nadzieję, że skoro dystans nas nie rozdzielił, to już nic tego nie zmieni. A to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie Staszic, w którym się poznaliśmy.

Moje życie potoczyło się w takim, a nie innym kierunku i absolutnie nie żałuję decyzji o przeprowadzce. Jednocześnie równie mocno nie żałuję swojego wyboru po ósmej klasie, by pójść do I Liceum w Lublinie. Z perspektywy czasu strasznie się cieszę, że zabrakło mi paru punktów do klasy IB, bo, jak już wspominałem, klasa „C” to dla mnie przyjaźnie na zawsze.

Jeśli miałbym komuś polecić Staszica, skupiłbym się właśnie na tym – niesamowitych wspomnieniach, doświadczeniach i znajomościach, które zdobyłem tutaj w tak krótkim czasie. Mam nadzieję, że jeśli jest ktoś, kto dopiero zaczyna naukę w I LO, przeżyje równie wspaniałą przygodę jak ja, tyle że cztery razy dłuższą!

Maciej Klimowicz